Slide toggle

Witaj w Wirtualnej Akademii Szycia

Blog

Top prezenty na ostatnią chwilę

Jest taki dzień, bardzo ciepły, choć grudniowy… A Ty dalej nie masz prezentu?!

No to powiem Ci, że jeszcze jest szansa!

Przedstawiam Ci moje Top 5 onlajnowych prezentów świątecznych!

Ebooki od Fashionelki

Elizy nie znam osobiście, ale od niedawna bacznie ją obserwuję. Kupiłam również jej Fashbooki i jestem totalnie zachwycona! Mimo, że była to jedna ze składowych, to jej wiedza dała kopa mojemu instagramowi, a mnie pomysły na kolejne posty. Dodatkowo jej ebook o pisaniu ebooków pozwolił mi poukładać w głowie drogę, jaką muszę przejść, żeby wydać własnego ebooka.

Dlatego z całego serca polecam Ci produkty Elizy. Świetnie sprawdzą się również na prezent 😉

Kursy foto Dominiki Dzikowskiej

Ahhh! Dziku to jest Dziku! Uwielbiam jej kursy. To ona zaszczepiła we mnie fotobakcyla i sprawiła, że przestałam się spinać w kwestii zdjęć. Jednocześnie pokazała, co robić, żeby wycisnąć maksa ze swojego telefonu i ze swojego aparatu. Nauczyła szukać inspiracji, pokazała co to kompozycja itd.

Kurs Foto to naprawdę fajny prezent. I nie tylko dla instagramerki czy biznesmenki. Dla koleżanki, która chce mieć ładny rodzinny album, dla męża, który pasjonuje się motocyklami.

Dominika ma dar tłumaczenia tak, że nie sposób nie zrozumieć. Zresztą każda z kobiet w tym zestawieniu to potrafi.

Nie przedłużam (bo nie lubię): poniżej link do Kobiecej Foto Szkoły

Insta korki od Wild Rocks

Gdzieś tam słyszałam, ktoś tam polecał, coś teges. No i przyszedł czas na mnie. A właściwie na moje instagramowe konto. Zaczęłam szukać w sieci polecanych przez innych blogerów blogerów (trochę masło mi wyszło). Tak trafiłam na Wild Rocks i… nie było miłości po obejrzeniu instastory. Nie ta energia, coś nie grało.

Ale pomyślałam, że skoro wszyscy polecają to i ja spróbuję. Kupiłam ebooka Insta Korki i… moje konto dostało kopa. W ciągu tygodnia liczba wejść wzrosła 30-krotnie! Feed również zaczął wyglądać lepiej i ogólnie poczułam instaflow.

Nie przedłużając – jeżeli zależy Ci na rozwijaniu konta na instagramie – kup koniecznie ebooka lub… zażycz sobie na prezent.

Nie musze chyba pisać o tym, że osoba obdarowana takim prezentem będzie mega szczęśliwa.

Kursy od Pani Swojego Czasu

Budzyńskiej to nawet nie wypada przedstawiać. Niekwestionowana królowa zarządzania czasem. Nie lubię dżingli i tańców, ale niesamowicie cenię za wegetariańskie mięso wiedzowe i łatwość przekazu.

Z produktów PSC przerobiłam kursy: zorganizuj się w 21 dni oraz kurs na cel. Jej webinar o hejcie pomógł mi, kiedy grożono mojemu dziecku. Generalnie Ola pomogła mi trzymać w ryzach to, co wcześniej się u mnie rozjeżdżało.

Więc jeżeli chcesz sprawić komuś mega prezent to wskakuj do sklepu psc i zrób im tam elektroniczne pustki!

Interaktywna Ola Gościniak

Moja droga z Ola trwa już prawie 3 lata. Brałam udział w pierwszych edycjach jej kursów i tak naprawdę to jej wina, że jesteś na tej stronie (sama ją wyklikałam).

Kolejna kobieta, która przekazuje wiedzę praktycznie prowadząc za rękę. Skąd ta pewność? Byłam totalnym internetowym laikiem, kiedy trafiłam na Olę.

Na chwilę obecną mam dwie działające strony, 4 platformy kursowe (o niektórych jeszcze nie wiecie) i mimo, że jednym z kroków biznesowych będzie oddanie ich ogarniania, to śmiało mogę powiedzieć, że w razie mniejszego kryzysu potrafię sobie poradzić.

Więc jeżeli znasz kogoś, komu marzy się własny sklep, strona to koniecznie sprezentuj jej/jemu kursy u Oli.

DIY – Pufa sako

No kochana! Bierzemy się za porządny szyciowy tutorial. Dzisiaj na tapecie pufa sako. Pokażę Ci jak wykorzystując matematykę można stworzyć piękny i prosty szablon, a późnie w 20 minut uszyć pufę. Celowo napisałam uszyć, bo wypełnianie jej trwa trochę dłużej (szczególnie jak się ma chore dzieci a granulat wsypuje doniczką z Ikei).

To co? Jedziemy z tematem.

Do uszycia pufy będziesz potrzebować:

  • linijkę
  • kątomierz
  • 3,5 mb materiału
  • ok 300 l granulatu wypełniającego

Materiał ze zdjęć pochodzi ze sklepu Tkaniny Karoliny i możesz kupić go TUTAJ

Wypełnienie zamawiałam na Allegro.

Przed Tobą mój wysoce profesjonalny rysunek poglądowy. Jak widzisz cała pufa składa się z 3 różnych części, a w rzeczywistości będzie ich 8, ale o tym za chwilę.

Dno i górę pufy tworzą sześciokąty foremne. Sama nazwa powinna już otworzyć matematyczne wrota w Twojej głowie. Bo skoro sześciokąt jest foremny to nie dość, że wszystkie boki ma równe (tutaj w jednym 40 cm, a w drugim 20 cm) to i kąty wewnętrzne będą takie same. I tutaj mała ściąga: kąty te mają 120 stopni. Dlatego do rysowania zaopatrz się w kątomierz.

Element, który tworzy boki pufy ma 130 cm długości. Jego podstawa ma 40 cm, a górna krawędź 20 cm. W odległości 50 cm od dolnej krawędzi narysuj prostą o długości 50 cm.

Jak widzisz te elementy będą miały kształt zaokrąglony. Za chwilę pokażę Ci jak zrobić, żeby były symetryczne. W końcu będziemy je rysować od ręki.

Kiedy narysujesz jeden z boków i przyjdzie czas łączenia góry z dołem, wykonaj to łączenie tylko po jednej stronie. Rysuj tak długo, aż będziesz zadowolona z kształtu.

Następnie wytnij połowę boku i złóż go na pół wzdłuż linii środkowej i po prostu odrysuj.

Takich elementów potrzebujemy aż 6 sztuk. Jeżeli wybierzesz materiał we wzory to pamiętaj o takim ułożeniu, żeby wzór wyglądał prawidłowo.

Jeden wybrany element układasz na materiale, wycinasz i tak 5 razy 😉

Sześciokąty zaczynasz konstruować od narysowania prostej. Następnie kątomierzem odmierzasz 120 stopni i prowadzisz kolejną prostą. I tak, aż powstanie sześciokąt.

Finalnie otrzymasz : 6 boków, jeden duży sześciokąt, jeden mały sześciokąt. I trochę ścinków do wykorzystania. No to bierzemy się za szycie!

Szycie zaczynamy od połączenia dna z 6 elementami bocznymi. W tym celu układamy na sobie bok i dno tak, aby stykały się prawymi stronami. Przeszywamy.

W ten sam sposób przyszywamy każdy kolejny bok.

Na tym etapie powinna Ci powstać taka ośmiornica.

Kolejnym etapem jest przyszywanie mniejszego sześciokąta do ramion. Tutaj sprawa się trochę komplikuje, bo musisz zwracać uwagę na: kolejność ramion (boków) oraz na to, żeby nie były one pokręcone.

Jak już przyszyjesz górę, możesz zacząć zszywać boki. Pamiętaj aby na jednym z nich zostawić otwór na wywinięcie. To też miejsce, którym będziemy wsypywać wypełnienie.

Na tym etapie pufa prezentuje się jak powyżej. Wywracamy ją na prawą stronę i bierzemy się za wypełnianie.

Z racji braku odpowiednich dmuchaw i przedmuchów, granulat wsypywałam do pufy przy pomocy doniczki z niezawodnej Ikei.

Kulki były dosłownie wszędzie! Elektryzowały się, żadna szczotka nie pomagała. Żeby się ich pozbyć musiałam rozebrać się zaraz po przekroczeniu progu domu (tak, szłam cała w kulkach z pracowni do domu) i włożyć ubrania do pralki. Dopiero mokre kulki udało się usunąć z mokrego ubrania. Jak masz jakiś patent na nie to daj znać koniecznie bo trochę mi ich zostało i może coś bym zmajstrowała.

Po napełnieniu pufy, zaszyj otwór i koniec! Pufa gotowa!

DIY- Najłatwiejsza choinka ze sznurka

Dzisiejszy wpis będzie tak przyjemny i tak prosty, że jak znasz koleżankę, która chciałaby coś podziałać manualnie to koniecznie jej go podeślij.

Dzisiaj bowiem pokażę, jak zrobić najłatwiejszą choinkę ever.

Kiedy pokazałam ją mojej mamie zapytała czy można takie kupić w IKEI 😉

Także do dzieła moja droga!

Do stworzenia tej fantastycznej ozdoby potrzebne będą:

  • stożek styropianowy 19 cm
  • 10 mb sznurka z lurexem (TUTAJ)
  • klej (u mnie magic, ale może być ten na gorąco)
  • szpilka do pomocy
  • malutkie bombeczki (TUTAJ)

Przytwierdzamy sznurek do stożka za pomocą szpilki i od razu nanosimy klej wzdłuż całej podstawy stożka. Przykładamy sznurek i mocno go dociskamy.

Okręcamy stożek dookoła szurkiem. Za każdym razem pod sznurek nakładałam klej – w ten sposób wiem, że ozdoba przetrwa trochę więcej niż jeden sezon.

Oprócz podklejenia sznurka na samej górze, przytwierdziłam go również bombeczką. Możesz w tym miejscu przytwierdzić gwiazdę, szpic, aniołka czy co tam Ci przyjdzie do głowy.

Bombeczki mają dosyć długie druciki. Bez problemu skrócisz je do pożądanej długości ucinając końce nożyczkami.

Teraz wystarczy je powbijać w owiniętą choineczkę i gotowe!

Choinkę możesz wykonać w różnych wariantach kolorystycznych. Świetnie sprawdzi się również jako ozdoba last minute 😉

To kiedy pochwalisz się swoją? 😉

DIY – Igielnik

Jako krawcowa wiem, jak ważne w pracowni jest mieć wszystko pod ręką. Wyciąganie szpilek za każdym razem z pudełeczka doprowadzało mnie do szału. Dlatego, któregoś dnia złapałam igłę i nitkę w dłoń i… zrobiłam sobie igielnik.

I takim właśnie szybkim, ale fantastycznym rozwiązaniem chcę się z Tobą dzisiaj podzielić.

Czego potrzebujesz:
– Ścinka materiału, który przytniesz na kształt koła (mój to tkanina bawełniana o średnicy 18 cm)
– pudełeczka po szpilkach
– kawałka ozdobnej wstążki
– pistoletu na klej
– odrobiny kulki silikonowej
– igły i nitki

Zacznij od przygotowania poduszeczki. Wytnij koło i przygotuj igłę oraz nitkę.

Za pomocą fastrygi przeszyj koło po obwodzie

Ściągnij nitkę tak, aby pozostał niewielki otwór, a następnie wypełnij wnętrze poduszeczki kulką silikonową.

Pociągnij nitkę tak, aby otwór się zamknął i przeszyj kilka razy dla wzmocnienia.

Podłącz pistolet na klej i poczekaj aż się nagrzeje.

Nanieś klej na wnętrze pudełeczka po szpilkach.

Weź przygotowaną wcześniej poduszkę i mocno dociskając, umieść w pudełeczku. Przyciskaj przez dłuższą chwile, żeby klej złapał.

Większość już gotowa.

Przewiąż ozdobną wstążką pudełeczko i…

Gotowe!

Oczywiście w tworzeniu tutorialu pomagała nieoceniona, mała jeszcze wtedy, asystentka Zosia 😉

DIY – prosta opaska ze ścinków

Dzisiaj wpis w duchy zero waste. Specjalnie dla tych, którym zalegają dresówki lub dla tych, którzy chcą jakoś wykorzystać stare t-shirty 😉

Co będzie potrzebne:

– Stary t-shirt/ścinki dzianinowe lub jerseyowe

– nożyczki

– igła

– nitka

– agrafka do pomocy

– trochę cierpliwości 😉

  1. Rozłóż swój stary T-shirt na płasko i tnąc od boku do boku, wykrój 5 podobnej szerokości pasków. Długość jest zależna od obwodu głowy osoby, dla której będzie opaska

WAŻNE! Przy opaskach z dzianiny/jerseyu obwód opaski musi być mniejszy niż obwód głowy. O ile? To zależy od tego, jak mocno rozciąga się dzianina.

2. Każdy z pasków dla ułatwienia został oznaczony literą.

Jak widzisz, nie zaczynamy zaplatać od samego początku sznurków. Zostawiamy „ogonek”.

3. Przekładamy sznurek A nad sznurkiem B

4.Przekładamy sznurek C nad sznurkiem A

5. Przekładamy sznurek E nad sznurkiem D

6. Przekładamy sznurek A nad sznurkiem E

7. Przekładamy szurek B nad sznurkiem C

8. Przekładamy sznurek E nad sznurkiem B

9. Przekładamy sznurek D nad sznurkiem A

10. Przekładamy sznurek B nad sznurkiem D

11. Czynności powtarzamy, aż zostanie nam taka sama długość sznureczków, jaką pozostawiliśmy na początku

12. Teraz do akcji wkracza igła z nitką

Zszywamy ze sobą poszczególne sznureczki, a na koniec kilka razy przeszywamy całość. Następnie wycinamy prostokąt, który zamaskuje nam miejsce szycia.

Ta dam! Opaska gotowa 😉

To jest moja walka

Długo się zastanawiałam czy dodawać ten wpis. Ale dzisiejszy dzień tak bardzo mnie dobił, że stwierdziłam, że chyba już czas.

Rok 2019 to jeden z najcięższych w moim życiu. Wydarzyło się wiele złego, ale też wiele krzywdy wyrządziłam sama sobie.

Zaczęło się od tego, że poczułam moc. Miałam możliwość pracować całymi dniami i to wykorzystywałam. 10h, 12h, 14 i więcej… Zosia najczęściej widziała mnie przed spaniem i rano. Mama ciągle pracowała i z perspektywy czasu widzę jak ogromną krzywdę jej tym zrobiłam. Możliwe, że jej obecne problemy to wynik mojej nieobecności, zapracowania.

No, ale w oczach innych byłam superbohaterką, nie?

W pewnym momencie prowadziłam 4 firmy: Akademię, Lolę, Szycie Hurtowe i pośrednictwo w branży szyciowej. Moja skrzynka pękała w szwach, telefony dzwoniły cały czas, a przecież ogarniałam jeszcze życie na facebooku.

Potem zaczęłam się potykać.

Kolejne rzeczy zaczęły mi umykać. Ciągle o czymś zapominałam. Listy zadań nie miały końca, a ja ciągle mówiłam “jutro, za moment, za chwilę”. Zwyczajnie brakowało mi dobry. Przestałam planować efektywnie, bo nie wzięłam pod uwagę ograniczeń własnego ciała.

Kilka złych inwestycji i pojawiła się presja finansowa. Już nie było luzu i spokoju tworzenia, a przymus. Potem zbuntowało się ciało. Zawał serca w czerwcu. Przechodziłam, ale czułam się i wyglądałam fatalnie. No ale do września jakoś było. Potem już ciąża zaczęła mi bardzo doskwierać, a kłopoty ze zdrowiem sprowadziły mnie do parteru.

Do szpitala poszłam z uczuciem rezygnacji. Za chwile miałam powitać ukochaną córkę, a czułam się przegrana. Wiesz dlaczego?

Bo zawiodłam Ciebie. Dzisiaj mi to uświadomiono w dobitny sposób. Ciągle jeszcze analizuję te słowa. Obietnice, które składałam i których nie dotrzymałam – a sama w nie wierzyłam!

Wierzyłam, że uzupełnię filmy, że napiszę artykuły, dogram materiały – uwielbiam to w końcu robić. Ale się pogubiłam.

Dlatego dzisiaj chciałam Cię przeprosić. Za to, że nie odpisałam na Twoją wiadomość, że ciągle czekasz na materiały, które miałam dodać, że nie poświęciłam Ci tyle czasu ile potrzebowałaś.

Ale zdałam sobie sprawę ze swoich błędów. Na rok zawiesiłam swoją markę torebkową. Zrezygnowałam z zamówień hurtowych i nie pośredniczę już w wymianie usług krawieckich. Wszystko po to, żeby naprawić to co schrzaniłam.

Nie będę ukrywać, że jestem w kiepskiej kondycji. Psychicznej i fizycznej. I że bardzo potrzebuję teraz wsparcia (nie wiesz nawet jak cieżko przyszło mi to przyznać). Bo nie jestem robotem ani superwoman. Jestem kobietą, która miesiąc temu urodziła dziecko, a z pracy chyba nie wyszła wcale.

I w sumie nie byłoby źle. Może wystarczyłoby na chwilę zwolnić, bo tworzenie daje mi radość. Ale presja finansowa, społeczności i ta którą wywieram sama na siebie mi na to nie pozwalają.

Jestem w Dupie moja droga. Ale szukam z niej ucieczki.

Biznesowa wizytówka na Facebooku

Kto raz założył profil na Facebooku i zaczął prowadzić Fanpage własnej firmy, ten wie, jak ważna jest prawidłowa konfiguracja profilu prywatnego.

Mamy już możliwość dodawać się do grup jako firmy (pisać z poziomu Fanpage), ale administrator może wyłączyć taką możliwość w obawie przed nachalną reklamą.

Wiem, bo sama podjęłam decyzję, że do grupy Akademii mogą dołączyć tylko osoby z kont prywatnych. Nie akceptuję również osób, które zamiast FP mają założony profil firmowy jako zwykłe konto.

To co Warto robić to odpowiednio skonfigurować swój profil prywatny, aby kierował na Twój profil zawodowy. I tym się zajmiemy w dzisiejszym wpisie.

Zdjęcie profilowe

Lubisz widzieć twarz osoby, z którą rozmawiasz prawda? A teraz wyobraź sobie, że zamiast tego widzisz jej kota, dziec czy inne kwiatki. Niestety jeszcze sporo osób posiada takie zdjęcia, a jest to strzał w kolano. Dlaczego? Bo absolutnie nie chcesz być kojarzona w ten sposób. Mało tego, zdarzają się osoby, które ustawiają w tym miejscu logo firmy, co jest nie tylko łamaniem regulaminu facebooka, ale przyczynia się również do uznania nas za nachalnych.

Najlepiej w tym miejscu wstawić zdjęcie przedstawiające Twoją twarz, popiersie – bez mistrzów drugiego planu i rozpraszaczy.

Zdjęcie w tle

Ważne i często niedoceniane miejsce. Tutaj możesz trochę bardziej zaszaleć. Pokazać czym się zajmujesz, ale bez nachalnej reklamy (polityka facebooka!).

Lewa strona profilu

I kwintesencja konfiguracji profilu – to czyta 100% osób odwiedzających Twój profil. W tym wpisie pokaże Ci jak je edytować.

Wejdź na swój profil i kliknij opcję edytuj dokładnie tak, jak pokazałam na poniższej grafice.

Znajdujesz się w zakładce informacyjnej. Znajdziesz w niej takie informacje jak wykształcenie, stanowisko pracy, miejsce zamieszkania czy związki.

Pod nią znajduje się zakładka praca i wykształcenie i tam KONIECZNIE dodaj swoj profil firmowy. Pozostałe treści uzupełnij według własnych preferencji.

Czasami warto uzupełnić również zakładkę z aktualnym miejscem zamieszkania. Jeżeli działasz lokalnie to Twoi potencjalni zleceniodawcy będą w stanie zweryfikować obszar, na którym działasz.

Kolejna BARDZO WAŻNA podzakładka – witryny i linki społecznościowe. Tutaj dodaj strony internetowe swoich sklepów i wszystkie miejsca, w których można Cię znaleźć.

Ostatnia już do skonfigurowania podzakładka to : szczegółowe informacje o Tobie. To miejsce sprawiło mi strasznie dużo problemów! Dlaczego? Bo nie umiałam w kilku słowach opowiedzieć o tym co robię. W końcu usiadłam i i napisałam dokładnie dwa zdania, które w 100% oddają to czym się zajmuję. Absolutnie nie zachęcaj tutaj do odwiedzania Twojej strony – po prostu napisz kilka słów o sobie.

Teraz wróć na swój profil i zobacz jak wygląda on publicznie i dla konkretnych osób.

GOTOWE!

Prawda, że łatwe? 😉

Jeżeli chcesz wiedzieć więcej, wpadaj do sklepu i wrzucaj do koszyka ebooka – Rękodzielnik na facebooku. Albo po protu kliknij TUTAJ.

DIY – Huśtawka dla dziecka

Kolejny tutorial odnaleziony na starym blogu. Dzisiaj na tapetę bierzemy huśtawkę dla dziecka.

Ta ze zdjęcia poleciała do zwyciężczyni konkursu, ale robiliśmy z mężem jeszcze jedną dla naszej Zosi i używana jest do dzisiaj.

To co? Bierzemy się do pracy?

Co jest potrzebne:

  • 5 m liny polipropylenowej o średnicy 5mm
  • 1 mb tkaniny typu home decor
  • 2 x karabińczyk nakręcany
  • 2x wałek sosnowy o dł 1 m i średnicy 2,5 cm
  • Zapałki
  • Maszyna do szycia
  • Igła
  • Nitka
  • Wiertarka
  • Wiertło do drewna o średnicy 8 mm
  • Szpilki
  • Linijka

Zacznijmy od części związanej z szyciem:

Wycinamy z zakupionej tkaniny 6 kuponów:

2 x o wymiarach 85 cm x 47 cm  (siedzisko),

2x o wymiarach 18 cm x 15 cm (przód),

2x o wymiarach 45 cm x 15 cm (tył).

Składamy prawymi stronami do siebie odpowiednio kupony: tył-tył oraz przód-przód.

Obszywamy tak, aby dolny bok był wolny od szwu

Przycinamy rogi tak jak na obrazku. Dzięki temu po wywinięciu otrzymamy piękne szpiczaste rogi.

Wywijamy na prawą stronę

Uszyte części układamy na prawej stronie kuponu tkaniny, który przeznaczony jest na siedzisko.

Tak ułożone kawałki przykrywamy drugim kuponem przeznaczonym na siedzisko, tak aby tkanina stykała się prawymi stronami i szpilkujemy.

Obszywamy pozostawiając po prawej lub lewej stronie otwór wielkości dłoni. Będzie on potrzebny do wywinięcia siedziska huśtawki na prawą stronę

Również obcinamy rogi, tak jak na obrazku. Wywijamy na prawą stronę

Otwór zaszywamy ściegiem ręcznym krytym

Zawijamy brzegi boków siedziska, przodu i tyłu na 5,5 cm.

Tak wygląda oszpilkowane:

Przeszywamy około 0,5 cm od krawędzi

Siedzisko gotowe!

Bierzemy się za kijki. Odmierzamy na każdym końcu 2 cm i zaznaczamy kropką. W tym miejscu będziemy wiercić.

Wiertarka w dłonie i działamy!

Kijki przewiercone. Możemy je umieścić w tunelach siedziska huśtawki.

Teraz czas na liny! Przecinamy linę tak, aby powstały dwa kawałki o długości 2,5 m.

Opalamy końce liny, aby się nie strzępiły

Łapiemy oba kawałki w połowie i w odległości 10 cm zawiązujemy pętle

Na pętle zakładamy karabińczyki

Przewlekamy końce lin tak, aby wałki boków siedziska były nad wałkami przodu i tyłu i zawiązujemy supeł w odległości 10 cm od końca (można dowolnie regulować)

Huśtawka gotowa!

DIY – piórnik rulon

Kilka dni temu jedna z Was znalazła post, który dodawałam na grupie Innego Wymiaru Szycia. Był w nim link do tutorialu na piórnik zwijany.

Blog, na którym go publikowałam, dawno już nie istnieje, ale na szczęście udało się znaleźć zdjęcia.

Teraz pytanie, czy będę umiała go odtworzyć.

No to próbuję.

W oryginalnej wersji zapewne podałam dokładne wymiary. W tej wersji musicie uruchomić tryb konstruktora. Może być trochę niewygodnie, ale ostatecznie będziecie w stanie skonstruować piórnik rulon na każdy wymiar.

 

Materiały:
– materiał na piórnik (u mnie to była jakaś tkanina kupiona u Lalabaj)
– flizelina kartonowa (oba kupony materiału podklejałam bo siepała się ta tkanina strasznie)
– lamówka (użyłam dwustronnie zaprasowanej. Ilość potrzebna to suma długości boków prostokąta użytego na piórnik plus 10 cm zapasu)
– napa plastikowa
– gumka o szerokości 1 cm

Jeżeli chodzi o wielkość piórnika to definiują ją dwie zmienne: ilość pisadeł, które zamierzasz w nim upchnąć oraz ich długość.

Wysokość piórnika to długość największego pisadła plus 3-4 cm od góry i od dołu.
Szerokość – zależna od ilości pisadeł.

Jak już znajdziesz swoje idealne wymiary, wykrój dwa prostokąty z materiału. Jeżeli materiał, który wybrałaś potrzebuje dodatkowej obróbki (jak w moim przypadku – ustabilizowania) – weź to pod uwagę.

Będzie Ci również potrzebny pizdryczek do zapięcia.  I tutaj potrzebny będzie prostokąt.

Zobacz na poniższych zdjęciach, jak stworzyć taki pizdryczek.

Prostokąt składamy wzdłuż dłuższej krawędzi i przeszywamy.

Wywracamy na prawą stronę i składamy na pół.

Boki zabezpieczamy stębnówką. Dół zabezpieczyłam owerlockiem, ale z perspektywy czasu powiem Ci, że to nie był dobry pomysł (gruby szew).

Teraz będziemy nabijać jedną część napy. I tutaj wkracza napownica. W czasie, kiedy pisałam ten tutorial, byłam posiadaczką napowinicy Prym Love (o tej napownicy możesz poczytać TUTAJ )

Na jedną z przygotowanych wcześniej części głównych piórnika naszyjemy teraz pizdryczek.

Na tej samej części nabijamy drugą część napy.

Ufff! Część zewnętrzna skończona! Bierzemy się za środek, czyli robienia miejsca na pisadła!
Gumka w ruch!

Przypinamy gumkę z jednej i drugiej strony, dokładnie w połowie krótszego boku prostokąta i przeszywamy.

Przyszedł czas na zrobienie miejsca na pisadła. Nie pamiętam jakie dawałam odległości miedzy kolejnymi przeszyciami, ale dzisiaj podłożyłabym pisadło pod gumkę, delikatnie ją naciągnęła, przypięła szpilką, a pisadło wyciągnęła.

Jak juz zaznaczymy tak całość to możemy przystąpić do długiego i nudnego przyszywania.

Zostało nam tylko lamowanie!

I piórnik gotowy!

Moje ciało mnie pokonało

Moje ciało mnie pokonało. Bardzo długo nie potrafiłam się przyznać sama przed sobą, że pracuję za dużo, że czas zwolnić. Aż któregoś dnia pękłam. Rozsypałam się na milion kawałków i szlochałam tak strasznie, że mój mąż wyglądał na zaskoczonego/przerażonego.

To będzie wpis o tym, jak pozwoliłam sobie na słabość.

Powyższe zdjęcie pochodzi z jednej z sesji biznesowych. Ukochana ciemna zieleń, centymetr, pewna siebie postawa. Od ponad dwóch lat tak właśnie miał widzieć mnie świat. No bo co? Ja nie dam rady? Wiadomo, że jak ktoś ogarnie to będzie to Łapa. Kosztem snu, rodziny, paraliżu nóg – ogarnie.

Gdybym poprzestała na prowadzeniu marki torebkowej, prawdopodobnie nie zebrałabym takiego doświadczenia jakie posiadam. A w ciągu 2 lat przeszłam naprawdę sporo. No może przekonałabym się, że relacje w pracy nie mogą być za bardzo przyjacielskie, a dystans szef-pracownik musi być zachowany. Inaczej nici z tego. Bo co z tego, że atmosfera spoko, jak cyferki się nie zgadzają. Ale nie będę się o tym rozpisywać. Udzieliłam już na ten temat wywiadu i na pewno rozwinę temat w książce. A przede mną kolejna rekrutacja.

Akademia dała mi wolność i szczęście.

Uczenie od zawsze sprawiało mi przyjemność. W końcu jestem pedagogiem. Ale dopiero po latach zrozumiałam, że to nie z dziećmi chcę pracować (moje dziecko uświadomiło mi, że w sumie to nie lubię dzieci), a z dorosłymi. Ale takimi, którym się chcę. Nie znoszę postawy “pójdę i jakoś to będzie”. W ciągu 2 lat zrobiłam ponad 30 kursów i w każdy zaangażowałam się maksymalnie. Po to wykładam pieniądze, żeby czerpać z tego maksimum i przeanalizować dogłębnie każdy materiał. Nie znajdowałam wymówek, każdy kurs rozpisywałam tak, żeby codziennie posuwać się z materiałem do przodu.

Czasami tych kursów robiłam kilka jednocześnie i wtedy już było mi trudno. No ale ja nie dam rady?

Nie zauważałam, jak bardzo niszczę i eksploatuje swój i tak zmęczony organizm.

Musisz wiedzieć, że mam wadę serca. Operacyjną i czeka w kolejce. Nawykowe zwichnięcie torebki stawowej w prawej nodze i 4% stałego uszczerbku na zdrowiu, zwyrodnienie w stawie – do operacji. Ponadrywane więzadła krzyżowe w obu kolanach. Dwa razy miałam popękane żebra. Dwa razy zapalenie ścięgien w prawym barku.
Do tego w 2018 roku dołożono przepukliny i zwyrodnienia w lędźwiowym odcinku kręgosłupa.
Aktualnie jestem w 9 miesiącu ciąży, przeszłam zawał, mam krwotoki z nosa i anemię, która powoduje pękanie kącików ust, kiedy chcę zjeść jogurt. Niczego innego nie mogę, bo na języku i policzkach mam rany – też od anemii.
Tyle co skończyłam leczyć anginę. Czeka mnie jeszcze cięcie cesarskie, które nie wiadomo jak się skończy.

No ale ja nie dam rady?

Trzecia ciąża otworzyła mi oczy. 

Dopiero teraz nie boję się głośno mówić : przepraszam, jestem bardzo zmęczona, daję z siebie wszystko, ale muszę odpocząć.

Dopiero teraz, mimo, że ranią mnie one strasznie, odpycham od siebie komentarze, że co z tego jestem zmęczona, jak coś miało być na dziś. Przepraszam kolejny raz i jak tylko mam siłę to siadam do pracy. Ale już się nie forsuję, nie zmuszam.

Przełom przyszedł, kiedy nie mogłam sobie poradzić z kolejną falą emocji, która zalała moją starszą córkę i która wtedy potrzebowała mojej pomocy. Wiecie o czym mówię? O takich napadach szału jakie miewają prawie 4-latki. To wiek, kiedy uczą się nazywać uczucia i z nimi radzić. Zosi też to nie ominęło i tamtego feralnego dnia, w przypływie złości, kopnęła mnie w brzuch. Wyszłam wtedy bez słowa do kuchni, stanęłam pod oknem i się rozwyłam. Bo to nie jedyny problem, z którym się teraz mierzymy, a ja większość biorę na swoje barki. No bo ja nie dam rady? Nie dałam.
Przyszedł za mną mąż i bez słowa przytulił. To cecha, której musiał się nauczyć przez 5 ostatnich lat – przytulać i milczeć, nie pytać co się stało. Po prostu czekać. i czekał, a słowa “nie mogę już, nie daję rady, za duża presja, ogromne oczekiwania” wylewały się ze mnie strumieniami.

Wnioski z powyższego dojścia do ściany przyszły później.

Zrozumiałam, że prowadzę trzy odłamy firmy i tak naprawdę żadnej nie jestem w stanie poświęcić się w 100%, bo spraw jest za dużo. Po prostu czas na zmianę strategii i zmianę wartości.
Nie będę tutaj o tym opowiadać, bo to jeszcze kilkudziesięciostronicowe plany, tabelki, wyliczenia, rebranding i strategie – ale wygląda to dobrze. Może w końcu przestanę pracować w weekendy a w tygodniu nie będę przekraczać magicznych 8h pracy dziennie. Z pewnymi, sezonowymi wyjątkami oczywiście – ale to normalne w życiu przedsiębiorcy.

Dziękuję, że to przeczytałaś. Może teraz zrozumiesz, czemu czasami nie ma mnie w sieci, nie odpisuje na maile lub zwyczajnie mówię, że nie dam rady.

Tak, czasami nie daję rady. I to jest normalne.