Slide toggle

Witaj w Wirtualnej Akademii Szycia

Blog

DIY – piórnik rulon

Kilka dni temu jedna z Was znalazła post, który dodawałam na grupie Innego Wymiaru Szycia. Był w nim link do tutorialu na piórnik zwijany.

Blog, na którym go publikowałam, dawno już nie istnieje, ale na szczęście udało się znaleźć zdjęcia.

Teraz pytanie, czy będę umiała go odtworzyć.

No to próbuję.

W oryginalnej wersji zapewne podałam dokładne wymiary. W tej wersji musicie uruchomić tryb konstruktora. Może być trochę niewygodnie, ale ostatecznie będziecie w stanie skonstruować piórnik rulon na każdy wymiar.

 

Materiały:
– materiał na piórnik (u mnie to była jakaś tkanina kupiona u Lalabaj)
– flizelina kartonowa (oba kupony materiału podklejałam bo siepała się ta tkanina strasznie)
– lamówka (użyłam dwustronnie zaprasowanej. Ilość potrzebna to suma długości boków prostokąta użytego na piórnik plus 10 cm zapasu)
– napa plastikowa
– gumka o szerokości 1 cm

Jeżeli chodzi o wielkość piórnika to definiują ją dwie zmienne: ilość pisadeł, które zamierzasz w nim upchnąć oraz ich długość.

Wysokość piórnika to długość największego pisadła plus 3-4 cm od góry i od dołu.
Szerokość – zależna od ilości pisadeł.

Jak już znajdziesz swoje idealne wymiary, wykrój dwa prostokąty z materiału. Jeżeli materiał, który wybrałaś potrzebuje dodatkowej obróbki (jak w moim przypadku – ustabilizowania) – weź to pod uwagę.

Będzie Ci również potrzebny pizdryczek do zapięcia.  I tutaj potrzebny będzie prostokąt.

Zobacz na poniższych zdjęciach, jak stworzyć taki pizdryczek.

Prostokąt składamy wzdłuż dłuższej krawędzi i przeszywamy.

Wywracamy na prawą stronę i składamy na pół.

Boki zabezpieczamy stębnówką. Dół zabezpieczyłam owerlockiem, ale z perspektywy czasu powiem Ci, że to nie był dobry pomysł (gruby szew).

Teraz będziemy nabijać jedną część napy. I tutaj wkracza napownica. W czasie, kiedy pisałam ten tutorial, byłam posiadaczką napowinicy Prym Love (o tej napownicy możesz poczytać TUTAJ )

Na jedną z przygotowanych wcześniej części głównych piórnika naszyjemy teraz pizdryczek.

Na tej samej części nabijamy drugą część napy.

Ufff! Część zewnętrzna skończona! Bierzemy się za środek, czyli robienia miejsca na pisadła!
Gumka w ruch!

Przypinamy gumkę z jednej i drugiej strony, dokładnie w połowie krótszego boku prostokąta i przeszywamy.

Przyszedł czas na zrobienie miejsca na pisadła. Nie pamiętam jakie dawałam odległości miedzy kolejnymi przeszyciami, ale dzisiaj podłożyłabym pisadło pod gumkę, delikatnie ją naciągnęła, przypięła szpilką, a pisadło wyciągnęła.

Jak juz zaznaczymy tak całość to możemy przystąpić do długiego i nudnego przyszywania.

Zostało nam tylko lamowanie!

I piórnik gotowy!

Moje ciało mnie pokonało

Moje ciało mnie pokonało. Bardzo długo nie potrafiłam się przyznać sama przed sobą, że pracuję za dużo, że czas zwolnić. Aż któregoś dnia pękłam. Rozsypałam się na milion kawałków i szlochałam tak strasznie, że mój mąż wyglądał na zaskoczonego/przerażonego.

To będzie wpis o tym, jak pozwoliłam sobie na słabość.

Powyższe zdjęcie pochodzi z jednej z sesji biznesowych. Ukochana ciemna zieleń, centymetr, pewna siebie postawa. Od ponad dwóch lat tak właśnie miał widzieć mnie świat. No bo co? Ja nie dam rady? Wiadomo, że jak ktoś ogarnie to będzie to Łapa. Kosztem snu, rodziny, paraliżu nóg – ogarnie.

Gdybym poprzestała na prowadzeniu marki torebkowej, prawdopodobnie nie zebrałabym takiego doświadczenia jakie posiadam. A w ciągu 2 lat przeszłam naprawdę sporo. No może przekonałabym się, że relacje w pracy nie mogą być za bardzo przyjacielskie, a dystans szef-pracownik musi być zachowany. Inaczej nici z tego. Bo co z tego, że atmosfera spoko, jak cyferki się nie zgadzają. Ale nie będę się o tym rozpisywać. Udzieliłam już na ten temat wywiadu i na pewno rozwinę temat w książce. A przede mną kolejna rekrutacja.

Akademia dała mi wolność i szczęście.

Uczenie od zawsze sprawiało mi przyjemność. W końcu jestem pedagogiem. Ale dopiero po latach zrozumiałam, że to nie z dziećmi chcę pracować (moje dziecko uświadomiło mi, że w sumie to nie lubię dzieci), a z dorosłymi. Ale takimi, którym się chcę. Nie znoszę postawy “pójdę i jakoś to będzie”. W ciągu 2 lat zrobiłam ponad 30 kursów i w każdy zaangażowałam się maksymalnie. Po to wykładam pieniądze, żeby czerpać z tego maksimum i przeanalizować dogłębnie każdy materiał. Nie znajdowałam wymówek, każdy kurs rozpisywałam tak, żeby codziennie posuwać się z materiałem do przodu.

Czasami tych kursów robiłam kilka jednocześnie i wtedy już było mi trudno. No ale ja nie dam rady?

Nie zauważałam, jak bardzo niszczę i eksploatuje swój i tak zmęczony organizm.

Musisz wiedzieć, że mam wadę serca. Operacyjną i czeka w kolejce. Nawykowe zwichnięcie torebki stawowej w prawej nodze i 4% stałego uszczerbku na zdrowiu, zwyrodnienie w stawie – do operacji. Ponadrywane więzadła krzyżowe w obu kolanach. Dwa razy miałam popękane żebra. Dwa razy zapalenie ścięgien w prawym barku.
Do tego w 2018 roku dołożono przepukliny i zwyrodnienia w lędźwiowym odcinku kręgosłupa.
Aktualnie jestem w 9 miesiącu ciąży, przeszłam zawał, mam krwotoki z nosa i anemię, która powoduje pękanie kącików ust, kiedy chcę zjeść jogurt. Niczego innego nie mogę, bo na języku i policzkach mam rany – też od anemii.
Tyle co skończyłam leczyć anginę. Czeka mnie jeszcze cięcie cesarskie, które nie wiadomo jak się skończy.

No ale ja nie dam rady?

Trzecia ciąża otworzyła mi oczy. 

Dopiero teraz nie boję się głośno mówić : przepraszam, jestem bardzo zmęczona, daję z siebie wszystko, ale muszę odpocząć.

Dopiero teraz, mimo, że ranią mnie one strasznie, odpycham od siebie komentarze, że co z tego jestem zmęczona, jak coś miało być na dziś. Przepraszam kolejny raz i jak tylko mam siłę to siadam do pracy. Ale już się nie forsuję, nie zmuszam.

Przełom przyszedł, kiedy nie mogłam sobie poradzić z kolejną falą emocji, która zalała moją starszą córkę i która wtedy potrzebowała mojej pomocy. Wiecie o czym mówię? O takich napadach szału jakie miewają prawie 4-latki. To wiek, kiedy uczą się nazywać uczucia i z nimi radzić. Zosi też to nie ominęło i tamtego feralnego dnia, w przypływie złości, kopnęła mnie w brzuch. Wyszłam wtedy bez słowa do kuchni, stanęłam pod oknem i się rozwyłam. Bo to nie jedyny problem, z którym się teraz mierzymy, a ja większość biorę na swoje barki. No bo ja nie dam rady? Nie dałam.
Przyszedł za mną mąż i bez słowa przytulił. To cecha, której musiał się nauczyć przez 5 ostatnich lat – przytulać i milczeć, nie pytać co się stało. Po prostu czekać. i czekał, a słowa “nie mogę już, nie daję rady, za duża presja, ogromne oczekiwania” wylewały się ze mnie strumieniami.

Wnioski z powyższego dojścia do ściany przyszły później.

Zrozumiałam, że prowadzę trzy odłamy firmy i tak naprawdę żadnej nie jestem w stanie poświęcić się w 100%, bo spraw jest za dużo. Po prostu czas na zmianę strategii i zmianę wartości.
Nie będę tutaj o tym opowiadać, bo to jeszcze kilkudziesięciostronicowe plany, tabelki, wyliczenia, rebranding i strategie – ale wygląda to dobrze. Może w końcu przestanę pracować w weekendy a w tygodniu nie będę przekraczać magicznych 8h pracy dziennie. Z pewnymi, sezonowymi wyjątkami oczywiście – ale to normalne w życiu przedsiębiorcy.

Dziękuję, że to przeczytałaś. Może teraz zrozumiesz, czemu czasami nie ma mnie w sieci, nie odpisuje na maile lub zwyczajnie mówię, że nie dam rady.

Tak, czasami nie daję rady. I to jest normalne.

Olimasz – wizyta w poszukiwaniu maszyny do szycia ciężkiego

Od jakiegoś czasu jestem szczęśliwą posiadaczką maszyny z potrójnym transportem do szycia ciężkiego. Ba! Nawet zdążyłam przeszyć sobie palec!

Przyszedł czas na jej recenzję i opis mojej wizyty w firmie Olimasz.

Na firmę Olimasz trafiłam przypadkowo – dostałam newsletter o organizowanych w Częstochowie dniach otwartych. Postanowiłam skorzystać. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że siedziba firmy jest około 30 km od mojego miejsca zamieszkania!

Największe wrażenie zrobili na mnie sprzedawcy : nie próbowali wcisnąć tego co mają na stanie, nie pokazywali najdroższych maszyn – najpierw zapytali czego potrzebuję i to było dla mnie ważne.

Kolejna rzecz to taka, że nie pokazywali maszyn tylko topowych producentów. Z łatwością poruszali się pomiędzy markami porównując je bez trudu. Dzięki temu miałam jasną sytuację i wiedziałam czego szukać na przyszłość.

Zaprezentowali także własną markę – Olisew i na nią ostatecznie się zdecydowałam. W wersji bez automatyki (Kamila to Twoja wina!)

Maszyna, którą wybrałam to Olisew OLD-206H. Maszyna jest przeznaczona do szycia cieżkiego: skóry, tapicerki meblowej czy samochodowej – czyli tego, co robię na co dzień. Nie ma co jej porównywać do lżejszych koleżanek. Musisz wiedzieć, że wszystkie maszyny do szycia ciężkiego są wolniejsze (ta ma tylko 2000 wkłuć na minutę), ale za to długość ściegu jest większa (do 9 mm).

Od maszyn do szycia lekkiego i średniego różni się również wielkością bębenka, grubością igły którą można zamontować (aż do 180!) no i bez problemu założysz do niej grube nici (z cienkimi się nie lubi).

Poniżej filmik z youtuba Olimasz.

Czego mi w niej brakuje? Przycisku do szycia co wkłucie i podziałki na płytce. Co do reszty nie mam zastrzeżeń.

Oczywiście to nie wszystkie cuda, które widziałam w siedzibie Olimasz.

Poniżej znajdziesz zdjęcia.

Jak powstaje kurs online? Pierwszy odcinek podcastu WAS!

Nie wierzę, że to zrobiłam!

Nagrałam podcast! Pierwszy w życiu i zapewne nie ostatni, bo do powiedzenia to ja mam dużo 😀

Bez zbędnego przedłużania : zapraszam do wysłuchania podcastu!

A tutaj możesz poczytać o kursie i dołączyć do grona kursantów:

Matki robią biznes – szycie z dzieckiem u boku

Statystycznie najczęściej to matki otwierają działalność gospodarczą. Jest to zwykle podyktowane chęcią zostania z dzieckiem w domu, chęcią zmian.

Częściowo tak też było w moim przypadku. Nie przedłużono mi umowy w byłej pracy, Zosia jest dzieckiem HNB, a i ja mocno dostałam w kość przez rok “nicnierobienia”.

Szycie towarzyszyło mi od zawsze i postanowiłam wrócić do niego. Jednak wiele mam decyduje się na założenie pracowni krawieckiej, ponieważ w dalszym ciągu mamy BOOM na handmade.

Jak wygląda w rzeczywistości prowadzenie działalności gospodarczej z maluchem u boku?

Poniżej lista plusów i minusów.

Organizacja

Wydawać by się mogło, że posiadając dzieci nie ma się kompletnie czasu na nic. Poniekąd to prawda, ale częściowo tkwi ona w naszych głowach. Kiedy jeszcze nie miałam pomocy do Zosi, starałam się maksymalnie wykorzystać czas jej drzemek. Byłam wtedy uziemiona (spanie z piersią w buzi rulez!), ale leżąc obok robiłam szkolenia, odpisywałam na wiadomości, dodawałam posty – popychałam swój biznes do przodu.

Kiedy do domu z pracy wracał Marcin, siadałam do maszyny i tworzyłam. I nie myśl sobie, że jak siadłam to siedziałam kilka godzin. Nie było na to szans. W międzyczasie pojawiały się mniejsze i większe katastrofy, przerwa na mleko i milion innych rzeczy. Zawsze starałam się ustalić priorytety i rzeczy, które muszę uszyć najpilniej. I najważniejsze: w czasie, kiedy Marcin zajmował się Zosią, ja tylko szyłam. Skupiałam się na czynnościach, które muszę zrobić offline. Online mogłam przecież z telefonu leżąc obok Zosi.

PLUS: Zdecydowanie Zosia nauczyła mnie wyciskać wszystko z dnia, do ostatniej minuty. Nauczyła mnie organizacji i wybierania zadań priorytetowych.

MINUS: Frustracja przy niespodziewanej zmianie planów i nerwówka z powodu deadlineów.

Mama ciągle w pracy

Niepodważalnie dzieci potrafią rozciągnąć jedną czynność, która normalnie zajęłaby nam maksymalnie 2h, na cały dzień. Robienie czegoś na raty było jednym z najbardziej denerwujących aspektów szycia w domu i opiekowania się córką jednocześnie. Długo zajęło mi zaakceptowanie tego stanu rzeczy, ale zrozumiałam, że to tylko okres przejściowy i po prostu muszę go przetrwać. Łapanie chwil na szycie i tworzenie, tych chwil tylko dla siebie było trudne, ale zawsze pozytywnie mnie ładowało.

PLUSY: Zawsze konkretny plan co robić

MINUSY: Rozwlekanie robienia prostej czynności w nieskończoność

W późniejszym etapie doszła fascynacja akcesoriami krawieckimi z naciskiem na te najbardziej niebezpieczne. Na całe szczęście znałam swoje dziecko na tyle, że wiedziałam, że jak jej zabronię to tym bardziej będzie temat drążyła. Więc Zosia bawiła się nożyczkami, szpilkami, taśmami suwakowymi, suwadłami (miała nawet uszyty ochraniacz na pałąk do wózka z taśm suwakowych). W końcu zawsze się nudziła i odpuszczała, bo nie był to owoc zakazany. Oczywiście nie zwalniało mnie to z obowiązku ciągłego jej pilnowania. Przeżywałam małe zawały, kiedy jej rączki dostawały się do pudła z przygotowanymi do szycia rzeczami, które najeżone były szpilkami. Ale przetrwałyśmy.

 

I dla mnie i dla niej początki mojej działalności były źródłem frustracji i niezadowolenia. Ale były też lekcją, która procentuje do dzisiaj.

A Ty? Szyjesz z maluchem u boku? Jak sobie radzisz?

Bufory czasowe – dostosowanie ilości pracy do swojego rytmu

Kiedy piszę ten tekst, mam około 1,5 tygodniowe opóźnienie w szyciu i około 3 tygodniowe jeżeli chodzi o materiały na Akademię.

Czy się tym przejmuje? Tak, przeplanowuję, dostosowuję ilość pracy do swojego tempa, planuję coraz więcej przerw.

Dlaczego? Bo zmienia się pora roku, biologia mojego organizmu, sytuacja życiowa. Bo zmieniam się ja.

Dostosowuję swój biznes i firmę do siebie.

Jak? Zapraszam do lektury 🙂

Aktualnie używam kilku planerów. Swojego, jako głównego i spinającego wszystkie i dwóch osobnych – planer szycia hurtowego oraz planer szycia na Lolę.

Kiedy planuję, uznaję opcję optymistyczną, czyli “jestem zdrowa i mogę pracować 8h dziennie”. Jednak życie tak nie wygląda.

Ostatnie miesiące ostro skopały mi tyłek, a zaawansowana już ciąża też zmusza do zmiany planów.

System planowania, który Ci tutaj opiszę to mój ulubiony system.

1. Na szycie detaliczne zostawiam tygodniowy bufor

Kiedy rozplanowuję szycie detaliczne (i nie ważne czy jest to szycie nerki, plecaka, czy torby na zamówienie) ZAWSZE zostawiam sobie zapas czasu. Na początku były to dwa dni, ale szybko zrozumiałam, że to za mało przy ilości obowiązków, które wykonuję. Dlatego teraz dokładam aż tydzień.

Pewnie sobie myślisz: tydzień na workoplecak? no bez jaj!

Tak kochana, ale w tym samym tygodniu napiszę stronę internetową, przygotuję newsletter, dogram materiały do kursu i odszyje 500 worków dla odbiorcy hurtowego. Mało tego, będę miała czas na zrobienie kursu czy przeczytanie książki, a także na odpoczynek z rodziną.

Jak to zrobię? Śledź akademię, bo wkrótce zaproszę Cię do darmowego MiniKursu produktywności.

2. Na szycie hurtowe zostawiam 2-4 tygodni

Tutaj sprawa jest bardziej skomplikowana, bo bufor jest zależny nie tylko od rodzaju skomplikowania zlecenia, ale również od terminarza zleceniodawcy. Jedna zasada nie podlega dyskusji: BUFOR DAJĘ ZAWSZE.

Nie ważne czy szyje ja, czy krawcowe i szwalnie, z którymi współpracuję. ZAWSZE mówię  tym, że mogę mieć poślizg. Wystarczy opóźnienie w dostawie materiałów, opóźnienie drukarni i wszystko się przesuwa.

Planując zlecenia hurtowe rozpisuję je na bardzo szczegółowe zadania – o tym opowiem Ci na darmowym webinarze w lipcu 😉

3. Choćbym miała mega słaby dzień, zawsze robię przynajmniej jedną rzecz, która pozwala mi zrobić krok do przodu.

Nigdy, naprawdę NIGDY nie jest tak, że mam dzień totalnie wolny. Na obecnym etapie rozwoju mojej firmy, nie mogę sobie pozwolić na całkowite wyłączenie i odcięcie się od pracy, gdyż jeszcze nie znalazłam osoby, która sprawnie by mnie zastąpiła. I nie dlatego, że nie szukam. A dlatego, że w każdym z tych 3 biznesów, które prowadzę, trzeba myśleć inaczej, a nie jestem jeszcze na takim etapie, żeby móc zatrudnić 3 odrębne osoby.

Dlatego mając nawet najgorszy dzień, staram się robić kroczek do przodu. Czasami jest to napisanie postu. Czasami obrobienie zdjęć, zrobienie grafik, zaplanowanie, przygotowanie do webinaru. Cokolwiek, co popchnie moją prace do przodu.

Oprócz planerów, a właściwie jednego planera i dwóch zeszytów, wspomagam się też aplikacją trello i listami zadań , które wkrótce będą miały swoją premierę na Akademii, a które znajdą się w mysteryboxie, który otrzymaja kursanci nowego kursu na Akademii. Ale o tym jeszcze za wcześnie 😉

 

A Ty? Zostawiasz bufory czasowe planując swoją pracę?

Tutorial na ToteBag z kominem

Od jakiegoś czasu, regularnie pojawiają się posty z prośbą o tutorial na torebkę z kominem.

Specjalnie dla Was przygotowałam taki. Torba wyszła mega pojemna i kiziaście przyjemna.

Do jej uszycia użyłam zamszu tapicerskiego,tkaniny bawełnianej jako podszewki, żakardu wodoodpornego na komin, dwóch pasków z taśmy nośnej polipropylenowej na uszy oraz dwóch kawałków paseczków z ekoskóry

Z zamszu i tkaniny bawełnianej wykroiłam po dwie części z lewego szablonu. Z żakardu wodoodpornego wykroiłam dwa prostokąty z prawego szablonu.

Jeżeli chcesz, żeby Twoja torebka była sztywna, użyj np wigofilu (skrój części z lewego szablonu).

Paski na uszy: 2 x 58 cm

Paski ściągające do komina: 2 x 110 cm

Zaczynamy szycie od stworzenia worka zewnętrznego torebki. W tym celu kładziemy na sobie dwie części z zamszu tak, aby stykały się prawymi stronami. Przeszywamy boki oraz dno na odległość zapasu.

Następnie będziemy zamykać “kwadraciki”.

W tym celu nakładamy na siebie szwy łączące ścianę oraz dno i przeszywamy. Tę samą czynność powtarzamy dla drugiej strony.

Worek zewnętrzny jest gotowy. Odkładamy go na bok.

Worek z podszewki szyje się dokładnie tak samo, jak worek zewnętrzny. Należy jednak zostawić w dnie otwór, przez który będziemy wywracać torebkę. Wielkość otworu powinna być taka, żeby swobodnie wchodziła dłoń.

Następnie będziemy przygotowywać cześć workową. Bierzemy jedną z części i po lewej stronie na bocznej krawędzi (40 cm) zaznaczamy środek.

Od tego środka odmierzamy w jedną i drugą stronę po 2 cm, a od miejsc przed chwilą zaznaczonych, kolejne 1,5 cm. Czyli mamy kreski w odległości 2 cm i 3,5 cm od środka.

Układamy na sobie obie części przeznaczone na komin tak, aby stykały się prawymi stronami i przeszywamy boki.

Szyjemy: od początku do pierwszej kreski. Od drugiej kreski przez trzecią (środek) do czwartej. I od piątej do końca.

Pomiędzy kreskami pierwszą a drugą oraz czwartą a piątą zostawiamy nie przeszyte.

Te same czynności powtarzamy dla drugiej strony.

Przypominam o ryglu początkowym i końcowym oraz o tym, że szyjemy po krótszym boku (40 cm).

Składamy komin na pół (u góry nie ma szwu łączącego części). Na zdjęciu widać, że pomogłam sobie żabkami. Tam gdzie widzisz żabki, zrobiłam sobie dookoła szew pomocniczy (na połowę zapasu), żeby lepiej mi się wszywało komin.

Układamy sobie komin na płasko i wygładzamy. Za chwilę zrobimy dwa przeszycia : utworzymy tunel z falbanką. Ważne żebyś na tym etapie znalazła otwory na sznurki i równo ułożyła komin.

Zlokalizuj górny brzeg dziurki. w tym miejscu zacznij szycie i prowadź krawędź równo dookoła komina.

Drugie przeszycie robimy na wysokości dolnego brzegu dziurki. Również dookoła.

Komin mamy gotowy!

Złóż worek zewnętrzny na pół tak, aby szwy boczne stykały się.

Zrób nacinki pomocnicze w miejscach złożenia (połowa górnej krawędzi torby) po jednej i po drugiej stronie.

Od każdego z nacinków odmierz w jedną i drugą stronę po 8 cm. To miejsca, w które za chwile wszyjesz uszy torby.

Jak wyżej : przyłóż taśmę paskową w miejsca wcześniej wyznaczone i przymocuj ją szyjąc na połowę zapasu.

WAŻNE: jeżeli wykorzystujesz taśmę nośną polipropylenową, przypal jej końcówki zapalniczką przed rozpoczęciem szycia.

Teraz bierzemy się za łączenie wszystkiego w całość. Cześć zewnętrzna torby powinna być wywinięta na lewą stronę. Do środka wkładamy komin tak, aby krawędź z miejscem na tunel znajdowała się w środku worka. Przypinamy w miejscach szwów bocznych.

Wywracamy worek podszewkowy na prawą stronę i wkładamy w komin. Od góry mamy warstwy: zewnętrzną, kominową, podszewkową. Podszewka jest zwrócona swoją prawą stroną do prawej strony worka zewnętrznego. Łapiemy żabkami (szpilkami) dookoła i przeszywamy na odległość zapasu.

Odnajdujemy otwór w dnie podszewki. Wkładamy rękę i łapiąc za dno worka zewnętrznego, przewracamy torebkę na prawą stronę.

Zanim zaszyjesz otwór po wywróceniu, włóż rękę do torebki jeszcze raz i wypchnij wszystkie rogi, a także przejedź ręką po szwach.

Jeżeli dobrze ułożyłaś szwy przy zamykaniu kwadratów na początku tutorialu to tak właśnie powinny się mijać 😉

Ostatnim szyciem jakie wykonamy, będzie przestębnowanie brzegów torebki. W tym celu wepchnij komin do środka torebki. W miejscu szwu na górnej krawędzi torebki jest sporo warstw. Żeby ładnie je wyciągnąć pomogłam sobie żabkami. Przeszyj dookoła na odległość zapasu na szew.

Teraz wystarczy wciągnąć sznurki w tunel, zawiązać na końcach i ściągnąć. Zobacz jaka piękna falbanka powstała 🙂

Torba gotowa!

Wszystkie Kursy Łapy

W jednej z wiadomości, które od Was dostaje, otrzymałam zapytanie o listę kursów, które robiłam. Pomyślałam sobie – czemu nie. Może przy okazji odświeżę sobie wiadomości z tych, które robiłam na samym początku.

Joanna Glogaza – Jak założyć własną markę odzieżową?

To pierwszy kurs, który robiłam. Brałam udział w pierwszej edycji i byłam nastawiona bardzo pozytywnie. Kurs jest bardzo obszerny, ale niestety skierowany głównie do projektantów. Pomaga zweryfikować pomysł, omawia postawy planowania kolekcji, komunikację w social mediach, budowanie listy mailingowej – jednym słowem takie vademecum na start.

Uczestnicy wymieniają się doświadczeniami, kontaktami itd. Jedyne co mnie zraziło to totalne lekceważenie procesów produkcji przez prowadzącą – np. świadome pomijanie procesu dekatyzacji, co jak wiecie ma spore znaczenie szczególnie przy produkcji odzieży.

Kurs znajdziecie tutaj: Jak założyć własną markę odzieżową? 

Ola Gościniak – Jestem Interaktywna

Na Ole trafiłam zupełnie przypadkiem, nie pamiętam już nawet jak. Nie wiedziałam wtedy absolutnie nic o pisaniu stron internetowych, hostingach i wszystkich tych informatycznych terminach. Nic, zero totalne.
Śmiało mogę powiedzieć, że przeprowadziła mnie za rękę przez większość wordpressowych zawiłości. W dalszym ciągu nie jestem informatykiem, ale sprawnie obsługuję swoje strony i potrafię je napisać od podstaw.

Na chwilę obecna nad stronami czuwa Sylwia Stain z 13 design.

Poniżej lista kursów, które kupiłam u Oli:

Kamil Bełz

To jeden z tych gości, którzy irytują niesamowicie jeżeli masz zamknięty umysł. Jeżeli nie umiesz wyjść ze strefy komfortu, postawić przed sobą wyzwania zmiany myślenia – nie kupuj jego szkoleń.

Generalnie nie lubię social mediów Kamila, jego reklam, nawet chyba sposobu bycia. Ale szkolenia robi dobre. Dające do myślenia. Zarówno te biznesowe jak i te prowadzące do rozwoju osobistego.

Lista Kursów, które przerobiłam:
– Fundamenty sukcesu
– Psychologia pieniądza
– Social Media GO!
– Szczęście mimo wszystko
– Skuteczne osiąganie celu
– Sztuka zarządzania czasem
– Wiara czyli pewność siebie
– Jak poradzić sobie z hejtem
– Środowisko sukcesu
– Zarabiaj na pasji
– Związek idealny

Akademy.pl

Czasami robię również kursy, które autorzy umieszczają na ogólnych platformach kursowych.

Na Akademy.pl zrobiłam kurs Mirosława Skwarka – FB Marketing – najsilniejsze strategie.

Mega obszerny kurs zawierający 42 filmy wideo. Mega skondensowana dawka wiedzy.

strefakursow.pl

Kolejna platforma, z której korzystałam. Tym razem w zakresie szkoleń z obsługi programów do tworzenia grafiki i obróbki zdjęć.

Kursy, które zrobiłam:
– Kurs Fotografii Produktowej
– Kurs Photoshop dla Fotografa
– Kurs Lightroom – rewolucja w fotografii

udemy.com

Na tę platformę trafiłam chyba z reklamy z facebooka. Pamiętam, że byłam już tak zmęczona odpowiadaniem na te same pytania (a wszystkie odpowiedzi na stronie!), że pomyślałam o bocie!

oczywiście na jednym szkoleniu się nie skończyło 😉

Kursy, które kupiłam:
– Facebook Bot Expert
– Sprzedaż w social mediach
– Neurolingwistyczne programowanie
– Asertywność: jak radzić sobie z krytyką

Dagna Banaś – Szczęśliwa w biznesie

Uwielbiałam energię Dagny i to w jaki sposób prowadziła swoje webinary i kursy. Kiedy dostałam newsletter, że jeden z biznesowych etapów w jej życiu dobiegł końca, byłam zaskoczona i zasmucona.

Dzięki Dagnie pokochałam neuromarketing i przepadłam. U Dagny zrobiłam kursy: Sekrety uwagi klienta, Sprytny kobiecy marketing oraz mam dostęp do dwóch webinarów Jak wybrać zdjęcie do reklamy i Jak zdobywać klientów.

Zawsze rzeczowe, zawsze konkretne i bez wodolejstwa. Bardzo żałuję, że zakończyła działalność.

Dominika Dzikowska – Kobieca fotoszkoła

Dzikowska sprawiła, że zaczęłam lubić tę część biznesu. Zdjęcia sprawiały mi wiele kłopotu. Pierwszy kurs jaki zrobiłam u Dominiki to Kurs Fotografii Online, w którym Dominika pokazała, jak robić piękne zdjęcia telefonem. Wtedy sprzedałam lustrzankę i zaczęłam robić zdjęcia telefonem. Szukałam własnego stylu, pracowałam nad kompozycją, nauczyłam się szukać światła.

Kolejny kurs zrobiłam już typowo na aparaty – Techniczne podstawy fotografii. Wtedy idąc za radą dziewczyn z grupy Kobiecej Fotoszkoły kupiłam bezlusterkowca Olympusa. I to był strzał w dziesiątkę.

Joanna Ceplin

Zrobiłam u Joanny jeden kurs – Turbolista mailingowa. Robiłam go zaraz na początku swojej działalności. Pamiętam, że mi się nie podobał, bo były tam sztywne reguły, które nie koniecznie były zgodne z tym co wyznaję. W końcu swoją listę stworzyłam na swój własny sposób – mega autentyczny i bez ukrytych zamiarów.

Marta Krasnodębska

U Marty robiłam jeden kurs dotyczący reklamy, na który składało się kilka mniejszych kursów: Strony lądowania, blog i strona DIVI, Strategia cen, Elementy i styl marki, Układ strony lądowania, Jak rozhulać reklamę na FB w 7 dni, Success Funnels.

Marta ma niesamowitą energię, ale nie przepadam za jej webinarami i materiałami. Może dlatego, że bardzo lubię skondensowaną dawkę wiedzy, bez opowieści, konkrety. Marta ma ogromną wiedzę, ale nie przemawia do mnie sposób w jaki ją przekazuje. A szkoda, bo jest dobra 😉

Artur Jabłoński

Artura obserwowałam jakiś czas zanim zdecydowałam się na zakup jego kursu Skuteczna Reklama na Facebooku. Kurs bardo merytoryczny, informacje zwięzłe, konkretne i podane w bardzo przystępny sposób.

Nie miałam pojęcia o ustawianiu reklam, ale po kursie u Artura byłam w stanie sama ustawić swoje reklamy. Polecam.

Alicja Rudnicka – Szpilki po godzinach

U Alicji robiłam 6-miesięczny kurs biznesowy. Kurs zawiera podstawy biznesowe takie jak weryfikacja pomysłu, marketing społeczny, social media itp. Na samym początku drogi byłabym nim zachwycona bo daje solidne podstawy biznesu. Jednak robiłam go już prowadząc firmę i mając spore pojęcie o biznesie i w zasadzie pomógł mi tylko ugruntować wiedzę.

Więcej kursów nie pamiętam, ale przeliczając powyższą ilość… Zrobiłam 34 kursy w 2 lata! Szalona liczba i zabójcza ilość pracy!
Ale potrzebowałam ich, żeby nie tylko się nauczyć, ale zrozumieć czego i jakich kursów mogę potrzebować w przyszłości.

Czym wysyłać swoje paczki?

Kiedy zaczynamy działać w sieci, sprzedajemy swoje produkty, tworzymy markę, szukamy jak najtańszej możliwości wysyłki swoich paczek do klientów.

W tym artykule przedstawię Ci i porównam możliwości.

Na sam początek – pośrednik.

Kiedy zaczynałam prowadzić firmę w 2017 roku, szukałam firm kurierskich, które wg rankingów były ulubionymi klientów.
Jakie było moje zdziwienie, kiedy dowiedziałam się o ilościach minimalnych, opłacie paliwowej itp opłatach.

Oczywiście nie była to żadna nowość, po prostu byłam zielona.

Dzięki wujkowi wyszukiwarce szybko wpadłam na tzw pośredników. To firmy, które świadczą usługi zamawiania przewozu paczek bez żadnej umowy czy deklarowania ilości wysyłanych miesięcznie paczek.

Idealne rozwiązanie na początek.

Którego pośrednika wybrać?

Odpowiedź nie będzie jednoznaczna. Wszystko zależy między innymi od tego, z ilu firm kurierskich chcesz korzystać oraz jakie integracje są Ci potrzebne (np kompatybilnosć z woocommerce).

Ja od prawie dwóch lat jestem wierna Furgonetce. Lubię ich panel bo jest przejrzysty i intuicyjny, a na dodatek mogę system furgonetki zintegrować z własną stroną internetową. Mało tego mam również aplikację na telefon, w której mogę podejrzeć gdzie aktualnie znajdują się paczki, które nadałam. Płatność za paczki mogę uiścić przelewem lub doładować konto (mega wygodna opcja, kiedy paczki ma nadawać ktoś inny niż ja).

Ostatnio również napisałam do supportu. Paczek wysyłam sporo i zapytałam czy w związku z tym mogę negocjować ceny. Oczywiście nie było problemu i dzięki temu mogę zaproponować niższe ceny przesyłek dla swoich klientów.

Przez jakiś czas korzystałam również z Sendit. Panel bardzo podobny do tego z furgonetki. Długo nie wiedziałam dlaczego nie bardzo chce z niego korzystać (takie uczucie, że nie bo nie). Teraz wiem, że chodziło o… kolor. Jakby głupio to nie brzmiało, po prostu czułam dyskomfort. A skoro ceny porównywalne to zmieniłam sendit na furgonetkę.

Całkiem inaczej sprawa ma się przy wysyłaniu paczek za granicę. Tutaj nie wysyłam przez furgonetkę, bo zwyczajnie ceny są zbyt wysokie.

Jakiś czas temu odkryłam portal : taniejniebedzie.pl i w 90% przez niego wysyłam paczki zagraniczne.

Są jednak destynacje (jak np. USA, Australia) gdzie nie tylko koszt paczki ma znaczenie, ale również jej bezpieczeństwo. Tutaj korzystam z latajacepaczki.pl
Nie są to tanie wysyłki, ale docierają w ciągu kilku dni.

A Ty jak wysyłasz swoje paczki?

Galeria Chwały – Edycja II

Kurs Konstrukcji i Szycia Toreb online to ogromnie obszerny moduł teoretyczny, 19 konstrukcji w module praktycznym i wiedza biznesowa w module biznesowym.

To setki godzin, które dziewczyny spędziły przy maszynach, przy telefonach/komputerach konsultując swoje wątpliwości w grupie wsparcia.

To ogrom pracy, który trzeba nagrodzić oklaskami!

Zapraszam Was do obejrzenia fenomenalnych prac kursantek II edycji Kursu Konstrukcji i Szycia Toreb online!

Basia Drost – BD Drost Bag

Agnieszka Borzym – Made by BB

Karolina Gan – Natalie – Handmade

Maria Garda – Garda Bag 4U

Ela Turek – Te projekty – torebki tworzone z pasją

Monika Trzebińska – Pracownia Monite

Agnieszka Gawin

Kasia Pelc – KaTaszka – Twoja nowa ulubiona torebka

Monika Kadłubowska – ZOYA Bags

Masz ochotę na przygodę z konstrukcją i szyciem toreb?
Kliknij i zobacz, co zawierają poszczególne warianty: