Slide toggle

Witaj w Wirtualnej Akademii Szycia

Matki robią biznes – szycie z dzieckiem u boku

Statystycznie najczęściej to matki otwierają działalność gospodarczą. Jest to zwykle podyktowane chęcią zostania z dzieckiem w domu, chęcią zmian.

Częściowo tak też było w moim przypadku. Nie przedłużono mi umowy w byłej pracy, Zosia jest dzieckiem HNB, a i ja mocno dostałam w kość przez rok “nicnierobienia”.

Szycie towarzyszyło mi od zawsze i postanowiłam wrócić do niego. Jednak wiele mam decyduje się na założenie pracowni krawieckiej, ponieważ w dalszym ciągu mamy BOOM na handmade.

Jak wygląda w rzeczywistości prowadzenie działalności gospodarczej z maluchem u boku?

Poniżej lista plusów i minusów.

Organizacja

Wydawać by się mogło, że posiadając dzieci nie ma się kompletnie czasu na nic. Poniekąd to prawda, ale częściowo tkwi ona w naszych głowach. Kiedy jeszcze nie miałam pomocy do Zosi, starałam się maksymalnie wykorzystać czas jej drzemek. Byłam wtedy uziemiona (spanie z piersią w buzi rulez!), ale leżąc obok robiłam szkolenia, odpisywałam na wiadomości, dodawałam posty – popychałam swój biznes do przodu.

Kiedy do domu z pracy wracał Marcin, siadałam do maszyny i tworzyłam. I nie myśl sobie, że jak siadłam to siedziałam kilka godzin. Nie było na to szans. W międzyczasie pojawiały się mniejsze i większe katastrofy, przerwa na mleko i milion innych rzeczy. Zawsze starałam się ustalić priorytety i rzeczy, które muszę uszyć najpilniej. I najważniejsze: w czasie, kiedy Marcin zajmował się Zosią, ja tylko szyłam. Skupiałam się na czynnościach, które muszę zrobić offline. Online mogłam przecież z telefonu leżąc obok Zosi.

PLUS: Zdecydowanie Zosia nauczyła mnie wyciskać wszystko z dnia, do ostatniej minuty. Nauczyła mnie organizacji i wybierania zadań priorytetowych.

MINUS: Frustracja przy niespodziewanej zmianie planów i nerwówka z powodu deadlineów.

Mama ciągle w pracy

Niepodważalnie dzieci potrafią rozciągnąć jedną czynność, która normalnie zajęłaby nam maksymalnie 2h, na cały dzień. Robienie czegoś na raty było jednym z najbardziej denerwujących aspektów szycia w domu i opiekowania się córką jednocześnie. Długo zajęło mi zaakceptowanie tego stanu rzeczy, ale zrozumiałam, że to tylko okres przejściowy i po prostu muszę go przetrwać. Łapanie chwil na szycie i tworzenie, tych chwil tylko dla siebie było trudne, ale zawsze pozytywnie mnie ładowało.

PLUSY: Zawsze konkretny plan co robić

MINUSY: Rozwlekanie robienia prostej czynności w nieskończoność

W późniejszym etapie doszła fascynacja akcesoriami krawieckimi z naciskiem na te najbardziej niebezpieczne. Na całe szczęście znałam swoje dziecko na tyle, że wiedziałam, że jak jej zabronię to tym bardziej będzie temat drążyła. Więc Zosia bawiła się nożyczkami, szpilkami, taśmami suwakowymi, suwadłami (miała nawet uszyty ochraniacz na pałąk do wózka z taśm suwakowych). W końcu zawsze się nudziła i odpuszczała, bo nie był to owoc zakazany. Oczywiście nie zwalniało mnie to z obowiązku ciągłego jej pilnowania. Przeżywałam małe zawały, kiedy jej rączki dostawały się do pudła z przygotowanymi do szycia rzeczami, które najeżone były szpilkami. Ale przetrwałyśmy.

 

I dla mnie i dla niej początki mojej działalności były źródłem frustracji i niezadowolenia. Ale były też lekcją, która procentuje do dzisiaj.

A Ty? Szyjesz z maluchem u boku? Jak sobie radzisz?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *