Slide toggle

Witaj w Wirtualnej Akademii Szycia

Moje ciało mnie pokonało

Moje ciało mnie pokonało. Bardzo długo nie potrafiłam się przyznać sama przed sobą, że pracuję za dużo, że czas zwolnić. Aż któregoś dnia pękłam. Rozsypałam się na milion kawałków i szlochałam tak strasznie, że mój mąż wyglądał na zaskoczonego/przerażonego.

To będzie wpis o tym, jak pozwoliłam sobie na słabość.

Powyższe zdjęcie pochodzi z jednej z sesji biznesowych. Ukochana ciemna zieleń, centymetr, pewna siebie postawa. Od ponad dwóch lat tak właśnie miał widzieć mnie świat. No bo co? Ja nie dam rady? Wiadomo, że jak ktoś ogarnie to będzie to Łapa. Kosztem snu, rodziny, paraliżu nóg – ogarnie.

Gdybym poprzestała na prowadzeniu marki torebkowej, prawdopodobnie nie zebrałabym takiego doświadczenia jakie posiadam. A w ciągu 2 lat przeszłam naprawdę sporo. No może przekonałabym się, że relacje w pracy nie mogą być za bardzo przyjacielskie, a dystans szef-pracownik musi być zachowany. Inaczej nici z tego. Bo co z tego, że atmosfera spoko, jak cyferki się nie zgadzają. Ale nie będę się o tym rozpisywać. Udzieliłam już na ten temat wywiadu i na pewno rozwinę temat w książce. A przede mną kolejna rekrutacja.

Akademia dała mi wolność i szczęście.

Uczenie od zawsze sprawiało mi przyjemność. W końcu jestem pedagogiem. Ale dopiero po latach zrozumiałam, że to nie z dziećmi chcę pracować (moje dziecko uświadomiło mi, że w sumie to nie lubię dzieci), a z dorosłymi. Ale takimi, którym się chcę. Nie znoszę postawy “pójdę i jakoś to będzie”. W ciągu 2 lat zrobiłam ponad 30 kursów i w każdy zaangażowałam się maksymalnie. Po to wykładam pieniądze, żeby czerpać z tego maksimum i przeanalizować dogłębnie każdy materiał. Nie znajdowałam wymówek, każdy kurs rozpisywałam tak, żeby codziennie posuwać się z materiałem do przodu.

Czasami tych kursów robiłam kilka jednocześnie i wtedy już było mi trudno. No ale ja nie dam rady?

Nie zauważałam, jak bardzo niszczę i eksploatuje swój i tak zmęczony organizm.

Musisz wiedzieć, że mam wadę serca. Operacyjną i czeka w kolejce. Nawykowe zwichnięcie torebki stawowej w prawej nodze i 4% stałego uszczerbku na zdrowiu, zwyrodnienie w stawie – do operacji. Ponadrywane więzadła krzyżowe w obu kolanach. Dwa razy miałam popękane żebra. Dwa razy zapalenie ścięgien w prawym barku.
Do tego w 2018 roku dołożono przepukliny i zwyrodnienia w lędźwiowym odcinku kręgosłupa.
Aktualnie jestem w 9 miesiącu ciąży, przeszłam zawał, mam krwotoki z nosa i anemię, która powoduje pękanie kącików ust, kiedy chcę zjeść jogurt. Niczego innego nie mogę, bo na języku i policzkach mam rany – też od anemii.
Tyle co skończyłam leczyć anginę. Czeka mnie jeszcze cięcie cesarskie, które nie wiadomo jak się skończy.

No ale ja nie dam rady?

Trzecia ciąża otworzyła mi oczy. 

Dopiero teraz nie boję się głośno mówić : przepraszam, jestem bardzo zmęczona, daję z siebie wszystko, ale muszę odpocząć.

Dopiero teraz, mimo, że ranią mnie one strasznie, odpycham od siebie komentarze, że co z tego jestem zmęczona, jak coś miało być na dziś. Przepraszam kolejny raz i jak tylko mam siłę to siadam do pracy. Ale już się nie forsuję, nie zmuszam.

Przełom przyszedł, kiedy nie mogłam sobie poradzić z kolejną falą emocji, która zalała moją starszą córkę i która wtedy potrzebowała mojej pomocy. Wiecie o czym mówię? O takich napadach szału jakie miewają prawie 4-latki. To wiek, kiedy uczą się nazywać uczucia i z nimi radzić. Zosi też to nie ominęło i tamtego feralnego dnia, w przypływie złości, kopnęła mnie w brzuch. Wyszłam wtedy bez słowa do kuchni, stanęłam pod oknem i się rozwyłam. Bo to nie jedyny problem, z którym się teraz mierzymy, a ja większość biorę na swoje barki. No bo ja nie dam rady? Nie dałam.
Przyszedł za mną mąż i bez słowa przytulił. To cecha, której musiał się nauczyć przez 5 ostatnich lat – przytulać i milczeć, nie pytać co się stało. Po prostu czekać. i czekał, a słowa “nie mogę już, nie daję rady, za duża presja, ogromne oczekiwania” wylewały się ze mnie strumieniami.

Wnioski z powyższego dojścia do ściany przyszły później.

Zrozumiałam, że prowadzę trzy odłamy firmy i tak naprawdę żadnej nie jestem w stanie poświęcić się w 100%, bo spraw jest za dużo. Po prostu czas na zmianę strategii i zmianę wartości.
Nie będę tutaj o tym opowiadać, bo to jeszcze kilkudziesięciostronicowe plany, tabelki, wyliczenia, rebranding i strategie – ale wygląda to dobrze. Może w końcu przestanę pracować w weekendy a w tygodniu nie będę przekraczać magicznych 8h pracy dziennie. Z pewnymi, sezonowymi wyjątkami oczywiście – ale to normalne w życiu przedsiębiorcy.

Dziękuję, że to przeczytałaś. Może teraz zrozumiesz, czemu czasami nie ma mnie w sieci, nie odpisuje na maile lub zwyczajnie mówię, że nie dam rady.

Tak, czasami nie daję rady. I to jest normalne.

13 thoughts on “Moje ciało mnie pokonało

  • Patrycja16 września 2019 at 09:57

    Super wpis, ale tak jak napisałaś to same sobie to robimy i w imię czego tak naprawdę? To już nawet nie chodzi o pieniądze tylko o to żeby nie pokazać swoich słabości przed światem. Ja sprzedałam jedną firmę, a drugą zabieram ze sobą w październiku do Niemiec…. Bogatsza o doświadczenia nie popełnię już tych samych błędów. Życzę dużo zdrowia i szczęśliwego rozwiązania a praca poczeka ❤️

    Odpowiedz
    • Klaudia16 września 2019 at 10:43

      Cudownie jest wreszcie dojrzeć i zrozumieć pewne rzeczy <3
      Powodzenia <3

      Odpowiedz
  • Monika Włodraczyk16 września 2019 at 10:14

    Klaudia dziekuje Ci z całego serca za ten wpis. Czytajac tekst ” czytalam siebie”. Ja tez niedaje rady i potrafie sie dk tego przyznac. Gratuluje Ci męża ktory nauczyl sie tegk co Ty potrzebujesz(przyltulenia i ciszy)ja tak dobrze niemam… slysze glosno ze jestem do niczego. Ale wiesz co??Królowe 👸 tak mają,zakladamy korony i zasuwamy dalej tyle ze pamietajmy o Naszych dzieciach. One nas bardzo potrzebują. Bez wzgledu na to czy Ty uszyjesz 100-tną torbe a ja kolejne 100 metrow firan to One są najwazniwjsze. Jasne, praca jest wazna ale sa wazniejsi 🤰👨‍👩‍👧‍👧 Dbajmy o zdrowie btrochę sie “sypiemy”.
    Zycze wszystkiego najlepszego dla Ciebie dla dzieci i męża.
    Czekam z niecierpliwością na kolejne wpisy. Ale spokojnie-poczekam. Wez gleboki oddech odpocznij
    Ściskam Cię mocno

    Odpowiedz
  • Po górach się chodzi a nie je przeskakuje 💪16 września 2019 at 10:29

    Szkoda, że jest tak mało ludzi, którzy potrafią się przyznać co ich boli i męczy.
    Byłaś, jesteś i będziesz twardą babką. Dlaczego? Dlatego, że jeżeli sami przed sobą nie przyznamy się do swoich słabości to nie otworzymy się do innych.
    Jesteśmy tylko ludźmi nie da się wszystkiego przeskoczyć za 1 razem. Musimy mieć po drodze upadki, żeby dać sobie czas na przetrawienie pewnych tematów i wzlecieć w górę jak ptak.
    Trzymam kciuki za bezproblemowe cięcie. 👌

    Odpowiedz
    • Klaudia16 września 2019 at 10:40

      Dziękuję <3 najtrudniej przyznać się przed sobą

      Odpowiedz
  • Lenka16 września 2019 at 10:54

    Klaudia … co mogę napisać . Dbaj o siebie , bo jesteś najcenniejsza w tym wszystkim , bo bez Ciebie nic tu nie będzie. Zdrowy egoizm to najlepsze co możesz sobie teraz podarować . <3 <3 <3

    Odpowiedz
  • Anita K16 września 2019 at 11:00

    Klaudia już wiesz, że musisz pewne rzeczy odpuścić. Pracoholicy niestety mają zakodowane to, że nic bez ich udziału nie wyjdzie. Kosztem własnego zdrowia, kosztem relacji w rodzinie prą do przodu.
    Niestety na długą metę tak się nie da.
    Ja za swój pracoholizm i perfekcję zapłaciłam ogromną cenę – cenę własnego zdrowia. Nie bedę tu na widoku rozpisywać dokładnie, ale mogę napisać że od prawie 3 lat moje myślenie zmieniło się diametralnie.
    3 lata temu mój stan był bardzo poważny. Wyniki kosmiczne, niemożność myślenia, wypowiadania się, niemożność radzenia sobie w normslnych codzuennych czynnościach. Kilka kroków to był dla mnie maraton nie do przejścia. Wyglądałam i czułam się jak ktoś kto jest po udarze. Tego nie da się opisać.
    Do tego dmówiłam transfuzji krwii bo przecież kto się zajmie mlimi psiakami, jak sobie mąż i córka poradzą? To jest chore.
    O mały włos już bym była po drugiej stronie tęczy…..na własne życzenie i przez głupi upór.
    Także teraz najwuższy czas Klaudia odpocząć, nabrać dystansu do pewnych ludzi i rzeczy i pomyśleć o sobie.
    Jestem z Tobą sercem i myślami.
    Ściskam Cię mocno i życzę zdrowia Tobie, maleństwu i najbliższym
    ❤❤❤❤

    Odpowiedz
    • Klaudia16 września 2019 at 11:18

      Masz całkowitą rację <3 trzeba odpuścić

      Odpowiedz
      • Anita K16 września 2019 at 12:24

        Przepraszam za literówki, ale pisałam jednym palcem na telefonie
        ❤❤❤❤❤

        Odpowiedz
  • Monika16 września 2019 at 11:37

    A ja Ci chciałam powiedzieć – nareszcie! Obserwuję Cię od jakiegoś czasu, polubiłam Twój świat i choć raczej nie komentuje, bo z zasady mało w Internecie pisze, to często sobie o Tobie myślę. I myślę sobie czasami “cholera, po co ona to robi, zamiast skupić się na sobie i swojej rodzinie w końcu”. Cieszę się, że doszłaś do momentu, że to nie o to chodzi. Pozdrawiam Cię serdecznie i wirtualnie ściskam.

    Odpowiedz
  • Violetta16 września 2019 at 19:49

    Kochana! Cieszę się, że odpuściłaś. Moim skromnym zdaniem, jesteś gigantem. To, czego dokonałaś udaje się tylko osobom silnym i niezwykłym. Jestem od Ciebie dużo starsza, ale uwielbiam Twoje wpisy i ogromną energię. Teraz myśl tylko o sobie i maluszku, którego oczekujesz. Ja właśnie padłam ofiarą grypy, na którą nie chorowałam od dobrych kilku lat. Powaliła mnie tak, że czuję się, jakby mnie przepuszczono przez wyżymaczkę. Zawsze jednak wiem, że jutro też jest kolejny dzień. Wszystko będzie dobrze. Życzę Ci szczęśliwego rozwiązania.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *